Zmaganie się z nieudanym małżeństwem

Jestem dziewiętnastoletnią dziewczyną i wciąż jestem niezamężna. Jestem świadoma niektórych dość przykrych okoliczności związanych z małżeństwem. Jeśli tak jest, po co miałabym w ogóle chcieć wyjść za mąż?

Zmaganie się z nieudanym małżeństwem może być naprawdę straszne, ręczę za to, ale dobre małżeństwo jest skarbem na całe życie. Mogę powiedzieć z mojego własnego punktu widzenia, że małżeństwo z Shirley jest najlepszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek zdarzyła i miliony ludzi mogłyby złożyć podobne świadectwo. Widzisz, życie niesie ze sobą problemy bez względu na nasz wybór, jeśli pozostaniesz niezamężna, będziesz doświadczała innego rodzaju frustracji, a nie będziesz ich całkowicie pozbawiona. Co do tego, czy powinna wyjść zamąż, czy nie. udzieliłbym ci tej samej rady, jaką otrzymałem będąc ośmioletnim dzieckiem od mojego nauczyciela w szkółce niedzielnej, którego nazwiska już nawet nie pamiętam. Powiedział on: „Nie żeń się z osobą, z którą sądzisz, że możesz żyć: ożeń się z osobą, bez której nie mógłbyś żyć, jeśli ktoś taki w ogóle się pojawi”. Mniejsza o to, którą drogę wybierzesz, myślę, że masz już przewagę zdając sobie sprawę z tego, że życie małżeńskie to nie panaceum na wszystko, że jeśli ma ono całkowicie się zrealizować, będzie to wymagało pełnego oddania się zarówno ze strony męża, jak i żony.

Czy szczęśliwie dobrani małżonkowie powinni umieć żyć ze sobą bez starć?

Nie. Najzdrowsze małżeństwa to te, w których małżonkowie nauczyli się walczyć – jak wyładowywać złość nie rozdzierając siebie nawzajem. Mam na myśli to, że istnieje różnica między zdrową a niezdrową walką, w zależności od tego, jak się postępuje w razie nieporozumienia. W małżeństwie pozbawionym równowagi wrogość uzewnętrzni się zazwyczaj w postaci bezpośredniego ataku wymierzonego w osobę partnera: „Ty nigdy nic nie umiesz dobrze zrobić. Po co za ciebie wychodziłem? Jesteś niewiarygodnie tępa i z każdym dniem stajesz się coraz bardziej podobna do swojej matki”. Takie osobiste uwagi uderzają w samo serce, poczucia własnej godności partnera i wywołują bunt wewnętrzny. Rzecz jasna, tego typu podła walka jest niezmiernie szkodliwa dla relacji małżeńskiej. Zdrowszy konflikt natomiast koncentruje się zawsze wokół sprawy będącej źródłem niezgody: „Wydajesz pieniądze szybciej niż ja je zarabiam!”, „Denerwujesz mnie, gdy nie mówisz, że spóźnisz się na obiad”. „Byłam zawstydzona, gdy na wczorajszym przyjęciu zrobiłeś ze mnie głupią gęś.” Te dziedziny walki, choć trzeba przyznać, że pełne emocjonalnego napięcia, są znacznie mniej szkodliwe dla uczestniczących w nich osób. Zdrowa para może z nich wyjść cało za pomocą kompromisu czy negocjacji, z kilkoma zaledwie żądłami, które można usunąć następnego ranka.

Umiejętność właściwej walki jest być może najważniejszym pojęciem, które muszą sobie przyswoić nowożeńcy. Ci, którzy nigdy nie zdołają opanować tej techniki, stają zwykle’w obliczu takiej alternatywy: zatrzymać złość i urazę w sobie i nic nie mówić, wówczas będzie się ona jątrzyła i zbierała w środku przez lata, albo zaatakować wartość osobową partnera. W sądach rozwodowych można spotkać wielu przedstawicieli obu tych kategorii.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>