Troski szarego życia – ciąg dalszy

Czy potrafi Pani zaakceptować fakt. że mąż Pani nigdy nie będzie w stanie zaspokoić wszystkich jej potrzeb i aspiracji? Rzadko jeden człowiek jest w stanie zaspokoić każdą tęsknotę i nadzieję drzemiącą w sercu drugiego. Oczywiście są dwie strony medalu – Pani również nie jest w stanie być jego idealną kobietą. Podobnie jak on nie potrafi sprostać wszystkim Pani potrzebom emocjonalnym, tak samo Pani nie będzie mogła być dla niego wymarzoną seks-bombą co dwadzieścia cztery godziny. Oboje partnerzy muszą przyjąć swoje ludzkie słabości i wady, drażliwość i zmęczenie, a także czasami nocne „bóle głowy”.

Dobre małżeństwo to nie to. w którym króluje doskonałość, lecz to, w którym zdrowy punkt widzenia pozwala pominąć mnóstwo problemów „nierozwiązanych”. Na szczęście moja żona Shirley przyjęła wobec mnie taką właśnie postawę!

W poprzedniej odpowiedzi dwukrotnie użył Pan terminu „punkt widzenia.” Proszę wyjaśnić, jak go Pan rozumie. Wyrażę to w inny sposób. Niewielka poprawka w Pani patrzeniu na męża inoże sprawić, że wyda się on Pani o wiele bardziej szlachetny. Utalentowana pisarka (i moja znajoma) Joyce Landorf wyjaśniła ów punkt widzenia lepiej niż ktokolwiek inny. We wczesnych latach swego małżeństwa wpadała w złość na męża z dziesiątków powodów. Dick mimowolnie obrażał ją swoim sposobem bycia i osobowością. Na przykład co wieczór, tuż przed pójściem na spoczynek, pytał ją: „Joyce, czy zamknęłaś tylne drzwi?” Zawsze odpowiadała twierdząco, po czym Dick udawał się w kierunku drzwi, aby sprawdzić, czy były zamknięte. Joyce mogła zinterpretować jego zachowanie tylko na dwa sposoby. Albo myślał, że go okłamywała mówiąc, że zamknęła drzwi, albo sądził, że nie jest na tyle mądra, by zapamiętać, czy zamknęła drzwi. Obie możliwości wprawiały ją w furię. Ta sytuacja obrazowała wiele innych źródeł konfliktu pomiędzy nimi.

Wiele razy czyjaś najbardziej irytująca cecha jest produktem ubocznym wartości

Któregoś wieczoru, gdy Dick ruszył, by sprawdzić zamek w drzwiach. Pan przemówił do Joyce. „Przyjrzyj mu się dobrze, Joyce” powiedział. „Co masz na myśli. Panie?” odparła.

„Uczyniłem twego męża klucznikiem. Jest on człowiekiem skrupulatnym. Dlatego jest takim dobrym bankierem. Ledwie rzuci okiem na kolumnę cyfr, już potrafi zauważyć błąd pominięty przez innych. Dałem mu tę umiejętność, aby dobrze pełnił obowiązki bankowe. Tak, Joyce, uczyniłem Dicka ‚klucznikiem’ i chcę, abyś go takim zaakceptowała.”

Co za wspaniałe wyjaśnienie. Wiele razy czyjaś najbardziej irytująca cecha jest produktem ubocznym wartości, którą żona najbardziej ceni. Być może jego skąpstwo i sknerowatość, których ona nienawidzi, przyniosły mu sukces w interesach, co budzi jej wielki podziw. Lub może jego wrażliwość na potrzeby jego matki, budząca w żonie urazę, to po prostu inny wymiar jego poświęcenia się własnej rodzinie. Lub może jego chłodne zrównoważenie w obliczu sytuacji kryzysowej, które tak bardzo pociągało żonę, jest związane z brakiem spontaniczności i fantazji podczas spokojnych dni. Chodzi o to, że Bóg dal mężowi jego temperament i musi Pani zaakceptować te cechy, których nie można zmienić. Bądź co bądź on musi zrobić to samo w stosunku do Pani. To właśnie miałem na myśli mówiąc, że wiem, iż wolą Bożą wobec nas jest, abyśmy byli wytrwali. Paweł Apostoł wyraził tę twardość psychiczną najlepiej, gdy siedział w więzieniu, pisząc do swych chrześcijańskich przyjaciół. Powiedział: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” (Fip ‚ 4.11-13)

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>