Spontaniczność w łożu małżeńskim

W łożu małżeńskim jest miejsce na spontaniczność ale „raptowny seks” kończy się często „nagłą porażką” dla mniej namiętnej kobiety. Ogólnie biorąc, jestem zdania, że współżycie seksualne powinno być zaplanowane, przygotowane i przewidziane. Mężczyźnie niezadowolonemu z życia płciowego w ostatnim czasie proponuję zatelefonować do jakiegoś pobliskiego hotelu czy motelu i zarezerwować pokój na określony wieczór, nie mówiąc nic nikomu o swoich planach. Może zatroszczyć się po cichu o opiekę nad dziećmi na całą noc, a potem zaprosić żonę na wspólną kolację. Po dobrym posiłku powinien zawieźć żonę prosto do hotelu, nie wstępując do domu i wciąż nie zdradzając swoich zamiarów. Element niespodzianki i podekscytowania należy zachować możliwie najdłużej. Z chwilą znalezienia się w pokoju hotelowym (gdzie mogą oczekiwać kwiaty) można „pozostawić hormonom podyktowanie dalszej instrukcji” na tę noc. Chodzi mi o to, że podniecenie seksualne wymaga trochę twórczego wysiłku, zwłaszcza w przypadku „wyczerpanej” relacji. Na przykład powszechny pogląd, że mężczyźni są z natury czynni, kobiety zaś bierne w dziedzinie seksu jest nonsensem nieodzownym warunkiem zadowolenia jest wolność w wyrażaniu namiętności. Gdy ludzie kochają się stale w tej samej sypialni, w tej samej pozycji i w otoczeniu tych samych czterech ścian, musi się to w końcu po latach przerodzić w rutynę. A seks rutyniarski jest zwykle nudny.

Mąż i ja nie kładziemy się co wieczór do łóżka wcześniej niż przed północą, a wtedy jestem zbyt zmęczona, by się kochać. Czy dzieje się ze mną coś niezwykłego lub niedobrego, jeśli nie potrafię reagować, gdy się nadarza okazja?

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>