Oddzielanie wrażliwych dzieci od ich rodziców

Żona moja, gdy przebywała w Afryce, czuła się „stłamszona” z powodu panujących tam silnych nastrojów antyamerykańskich. Była jedyną Amerykanką w szkole. Mówimy wciąż o dziecku dopiero sześcioletnim. Te przeżycia uczyniły z niej wyjątkowo silną osobę i wątpię, czy byłaby dla mnie i dla dzieci tym, kim jest, gdyby nic te surowe przeżycia. Ale jednocześnie, gdyby nie pochodziła z silnego angielskiego rodu, obdarzonego licznymi przymiotami, to nie wiem … być może nie przeżyła by tego wszystkiego, gdyż wielu tego nie przeżyło.

Nie uważam, aby jedynym wyjściem z sytuacji dla tych rodzin było oddzielenie wrażliwych dzieci od ich rodziców. Znam taką sytuację, kiedy dzieci muszą podejmować długą podróż łodzią, aby spotkać się ze swoimi rodzicami mówię tu o małych dzieciach. Takie podróże zajmują im kilkanaście godzin. Mama spotyka się z nimi rzadko z powodu kosztów podróży. Mogliby polecieć helikopterem, ale nie mają pieniędzy na tak drogi transport. Trzeba jednak coś zrobić, aby pomóc tym ludziom.

Zgadzam się z dr CunninghanTem, że prawdzimy problemem jest kwestia priorytetów. Według mnie większą wagę powinno przykładać się do spraw zaangażowania rodziny niż problemom kształcenia dzieci. Ponadto kontakty dzieci z rodzicami są we wczesnych latach ważniejsze, niż z rówieśnikami. W końcu, nawet misjonarze (powołani do życia pełnego ofiar), muszą trochę czasu poświęcić swojej własnej rodzinie. A poza tym, pełne sukcesów życie na misjach, może stać się blade i bez znaczenia dla tych, którzy utracili własne dzieci.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>