Interpretacja wrażeń część 2

U płynął miesiąc bez żadnej tragedii czy straty życia. Przeminęły dwa czy trzy miesiące, a ręka śmierci wciąż nie zagościła w mojej rodzinie. Na koniec przyszła rocznica mojego chorobliwego wrażenia i minęła bez. żadnych następstw. Teraz mija już ponad dziesięć łat od tego przerażającego dnia i ani w mojej rodzinie, ani wśród najbliższych krewnych mojej żony nie wydarzyła się żadna katastrofa. W rażenie okazało się nieprawdziwe.

W ciągu mojego dalszego doświadczenia w poradnictwie i w wypełnianiu obowiązków zawodowych przekonałem się, że moje fałszywe wrażenie nie jest przypadkiem odosobnionym. Podobne doświadczenia występują powszechnie, zwłaszcza u ludzi niedostatecznie przystosowanych do wymagań życia.

Przyszła do mnie na przykład trzydziestoletnia żona i matka z prośbą o wyleczenie jej z nieustannego niepokoju i depresji. Opowiadając swoją historię opisała epizod, jaki miał miejsce w czasie nabożeństwa w kościele, gdy miała szesnaście lat. Pod koniec kazania „usłyszała” zatrważające słowa Boga: „Jeanie, chcę, żebyś umarła po to, by inni mogli przyjść do Mnie”.

Jeanie była zupełnie przerażona. Poczuła się jakby stała przed szubienicą ze stryczkiem wiszącym tuż nad jej głową. W panice zerwała się z miejsca i uciekła przez drzwi kościoła, biegnąc szlochała. Jeanie myślała, że popełni grzech, jeśli komukolwiek powie o swoim wrażeniu, zatrzymała je więc dla siebie. Przez czternaście lat czekała na wykonanie boskiego wyroku wciąż rozmyślając, kiedy nadejdzie ta ostateczna chwila. Mimo to wydaje się ona dzisiaj, po czternastu latach, cieszyć doskonałym zdrowiem.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>