Dr Gordon i jego opinia – ciąg dalszy

Co jest jednak ważniejsze, ten przykład zręcznie przedełiniowuje klasyczną zależność rodziców i dzieci. Zamiast bezpośredniej odpowiedzialności za wychowanie i kierowanie dziećmi, tata i mama stają się roztropnymi, równymi partnerami, mogącymi mieć jedynie nadzieję, że ich niezależni, mali „goście” stopniowo zrozumieją sytuację. Nie. nasze dzieci nie są przypadkowymi gośćmi w domu. Zostali nam wypożyczeni tymczasowo po to, abyśmy kochali je i wpoili im fundamentalne wartości, na których będzie zbudowane ich przyszłe życie. Będziemy ponosili odpowiedzialność w przyszłości za to jak wywiązaliśmy się z tej odpowiedzialności.

Dr Gordon i inni krytykują używanie „siły” rodzicielskiej, co definiują jako równoznaczne z autorytetem rodziców. Czy Pan też zrównuje znaczenia tych dwóch słów?

Nie, i to jest główna różnica między poglądami dra Gordona na temat właściwego sprawowania władzy rodzicielskiej, a moimi. Z jego wypo.wiedzi wynika, że traktuje on wszelki autorytet jako formę nieetycznego ucisku. Według mnie, te dwie koncepcje są tak ze sobą sprzeczne, jak miłość i nienawiść. Władzę rodzicielską można zdefiniować jako złowrogą formę manipulacji w celu zaspokojenia samolubnych pragnień dorosłych. Taka władza nie uwzględnia interesów dziecka, stwarza stosunki oparte na strachu. Instruktorzy musztry w jednostkach piechoty morskiej są znani ze stosowania tej formy indoktrynacji wobec podległych im rekrutów.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>